Praca wolontaryjna w charakterze opiekunów w ochronce w Pasorapie w Boliwii

Praca na wioskach.

Pamiętam jeszcze jedna z pierwszych rozmów z księdzem, chciał żebyśmy jeździły do Quinori organizować oratorium. Po długim oczekiwaniu, wreszcie jeżdżę!!!  Bardzo to lubię. Dzieci też czekają na nas.

Czytaj więcej »

Od początku do końca… czy od końca do początku

Jako male podsumowanie piecio miesiecznej pracy. Czytaj więcej »

Kopalnia talentów

Trzy razy w tygodniu pracujemy również w miejscowym internacie. Mieszka w nim 30 dziewczyn pochodzących z wiosek rozsypanych wokół Pasorapy.

Nasza praca w internacie polega na pomocy dziewczynom w zadaniach domowych, prowadzeniu lekcji angielskiego oraz zajęć sportowych. Każda ta rzecz sprawia mi wiele radości! Dziewczyny są niezwykle uzdolnione, szczególnie plastycznie. Malują naprawdę urzekająco! (Dodałam w galerii zdjęcia pokazujące ich prace plastyczne.)

Jednak oprócz talentu plastycznego dziewczyny posiadają też wiele innych umiejętności. Yenny uwielbia grać w siatkówkę, Leidy jest świetna z angielskiego, Laura to prawdziwa matematyczka, Cecilia ma talent kulinarski, a Vanesa piękny głos. I tak mogłabym wymienić pozostałe 25 dziewczyn i pozostałe minimum 25 talentów, które posiadają.

To wspaniałe przyglądać się jak te młode dziewczyny odkrywają swoje talenty i jak je rozwijają. Jeszcze więcej radości sprawia mi fakt, że mogę im w tym pomóc i towarzyszyć. Cieszę się, że tu jestem. :)

Pozdrawiam,

Kasia

Dzieci Cocha!

Zanim powiesz, czemu tak długo nie ukazała się notatka? Przeczytaj uważnie może uda mi się trochę wytłumaczyć 3 tygodnie temu napisałam jedną notatkę podsumowującą 3 miesiące w Pasorapie. Była rzeczowa i nawet udało mi się w nią wpleść kilka żartów i ciekawostek. Z dnia na dzień dowiedziałyśmy się, że musimy pilnie wyjechać do Cocha załatwić sprawy wizowe. Zamówiłyśmy bilety. Spakowane na 2 dni ruszyłyśmy w drogę. Szybko okazało się, że będziemy musiały zostać dłużej. Rzeczywistość boliwijska okazała się straszna, w rezultacie załatwianie i to jeszcze nie wszystkiego zajęło nam 2 tygodnie. W tą środę znów musimy jechać, mamy spotkanie piątek i w ten dzień chcemy również wrócić, czy nam się uda? Okaże się wkrótce…

w czasie tych 2 tygodni, nie próżnowałyśmy, kiedy miałyśmy wolne od wiz. Pomagałyśmy w ochronce smerfów. Ponad 100 szkrabów, w tym jedna wyróżniająca się grupa, starszych dzieci. Moglibyście się zastanawiać, dlaczego uczniowie szkoły chodzą do przedszkola, już wyjaśniam. Po pierwsze są na popołudniowej zmianie w szkole, a po drugie i chyba najważniejsze mają problemy z nauką. Siostra Wiesia, która jest opiekunem właśnie tej grupy ma bardzo dużo pracy. Pomaga im odrabiać zadania, uczy dodawać, odejmować, tabliczki mnożenia, przeliczania różnych jednostek, czytać i pisać. Trzeba dodać, że znajduje się tam dwójka dzieci, które powtarzają pierwszą klasę podstawówki. Grupa liczy 14 osób, a każde dziecko chce żeby, choć chwilę poświęcić tylko jemu i to nie chodzi o zwykłe odrabianie zadania. Potrzebują porozmawiać, przytulić się i trochę się po przedrzeźniać.
dzagla

Czas ucieka…

To już drugi miesiąc odkąd jestem w Boliwii. Czas pędzi jak szalony! Przecież dopiero co wsiadałam do samolotu na krakowskim lotnisku, a tu już druga połowa września.

Przez cały ten czas wydarzyło się wiele. Nowe miejsca, nowi ludzi, nowe doświadczenia. Wciąż uczę  się bardzo dużo, każdy dzień przynosi coś innego.

Czuję się tu jak w domu. A to dzięki ludziom, których tu poznaje. Dzieciaczki z ochronki, dziewczyny z internatu, dzieci z niedzielnego oratorium, nasi sąsiedzi, pani, która piecze pyszny chleb i zawsze dorzuca nam do zakupów jakiś mały prezencik oraz inna pani, która sprzedaje nam pyszne papaje – wszyscy wymienieni i cała reszta Pasorapeńczyków, daje mi odczuć życzliwość i ciepło swoich serc.

Przytoczę dzisiejszą rozmowę z małym Thosetem Antonim, który jest moim ochronkowym maluszkiem:

Thoset: Katalina tu tienes esposo? (Katalina, masz męża?)

Ja: No Thoset, no tengo. (Nie Thoset, nie mam.)

Thoset: Y tienes hijos? (A masz dzieci?)

Ja: Si! Treinta! Tue res mi hijo y otros ninos con guaderia tambien! (Tak! 30! Ciebie i inne dzieci z ochronki!)

Jesteśmy wieeelką rodziną!

Pozdrawiam mocno,

Kasia

troche o przeszlosci i podsumowanie miesiaca

Sobotni poranek 20.08 zaczął się przed 7. Nie zwykły, bo przywitał nas mokrą ziemią i zimnym powietrzem. Cały dzień był chłodny, po południu udało nam się obejrzeć część spotkania młodych w Madrycie, ale oni mieli tam gorącą atmosferę.  W Niedzielę 21.08 po Mszy o 9 pojechałyśmy z księdzem do Qnori. Małej wioski oddalonej o 2 godziny drogi od Pasorapy trzeba zaznaczyć, że z księdzem, bo z innymi to jakieś 3. Poznałyśmy miejscowych animatorów tutaj zwanych katechistami, którzy powiedzieli nam, że bardzo potrzebują naszej pomocy, i że przed urlopem księdza oratorium lepiej funkcjonowało i było więcej dzieci. Jeszcze nie wiadomo, czy będziemy mogły tam jeździć i pracować. Wszystko okaże się w swoim czasie. Chłód utrzymywał się jeszcze parę dni. Na szczęście jest już ciepło. A my to tej pory nie wiemy co z Qnori.

w liczbach po pierwszym miesiącu:
 przeziębień: 2
 zimnych dni w Pasorapie: 5
poznanych ks. w Pasorpie:3
pogrzeb: 1
fiesty: 2 w tym jedna narodowa
urodziny: 1
przeleżanych dni w łóżku 1, o 1 za dużo, nie z własnej woli!
odwiedzone miejscowości: 2xCochabamba(Pakatax1&Tikipajax1) 8h, Omereke 2h, Qionori 2h.
wysmarkanych nosków dzieciaków 200 000 000!
nieporozumienia służbowe: 0 :)
nieporozumienia wynikające z różnic kulturowych: 2 wszystkie skończyły się dobrze :)
usterki techniczne w domu: 3, jedna naprawiona, reszta prawie.
myśli chcę wracać do Polski:0
dziur w ubraniach: 1
odkrycie miesiąca: dulce de lecie płynny karmel do smarowania chleba!  Pyszny!!
Pasorapa jest już moim domem!
pozdrawiam
dzagla

Wszystkie dzieci nasze są

Rodrigo, Thoset, Neyer Saul, Rocio, Katy, Flor i 24 pozostałych dzieci – to ci, dla których przede wszystkim jesteśmy tu, w Pasorapie. Praca z nimi jest niesamowitym doświadczeniem. Dzieciaki zaskakują mnie każdego dnia! Czas, który z nimi spędzam daje mi wiele radości, ale też wymaga ode mnie ogromnej cierpliwości, bo czasami maluszki dają się we znaki. Tak jest jednak z dziećmi na całym świecie. Trzeba je po prostu kochać, wtedy wystarczy wszystkiego, cierpliwości również. Staram się, aby wszystko co robię z nimi i dla nich wynikało z miłości: poranne śniadanie, zajęcia w klasie, zabawy w parku, drugie śniadanie, obiad. W to wszystko trzeba włożyć serce, aby ta praca miała sens i przynosiła owoce.

„Na to wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości.”(Kol 3, 14)

Saludos,

Kasia

o czy napisać?

Nasza misja trwa już prawie miesiąc. Powoli, bardzo powoli zaczynamy się aklimatyzować. Jest to uciążliwe ponieważ musimy bardzo dużo odpoczywać i spać a w końcu nie po to tutaj przyjechałyśmy! Na szczęście sił starcza nam na wykonywanie naszych podstawowych obowiązków.  Z niecierpliwością oczekujemy momentu kiedy gra w piłkę nożną będzie mogła trwać dłużej niż pół godziny, oraz kiedy sjesta w ciągu dnia okaże się zbędna.
Przyzwyczajamy się również do tutejszego poczucia czasu… wszystko jest ab dużo wcześniej albo dużo po czasie, z reguły to drugie :) .
Zima w Pasorapie wygląda tak, że rano, wieczorami  i w nocy jest chłodno. Jedna bluza wystarczy, żeby nie czuć zimna. W południe za to jest gorąco. Na szczęście w naszym domku panuje przyjemny chłód. Kiedy wybierałyśmy się do Cochabamby, aby załatwić  wizy, siostra mówiła nam, że tam jest zimno, a my doświadczone zimnem Pasorapy wzięłyśmy sobie tylko po jednym polarze! Okazało się, że w cocha było nam zimno w dwóch polarach!!

W niedzielę odbyła się fiesta z okazji powrotu księdza z urlopu. Wieczorem odbyła się uroczysta kolacja. Oczywiście były bardzo duże porcje, aż nie do zjedzenia dla mnie. Następnie dziewczyny przygotowały specjalny program artystyczny. Były w nim tańce różnych departamentów Boliwii i nowoczesne, nie zabrakło też skeczy.

pozdrawiam
dzagla

Viva Bolivia!

6 sierpnia to dla Boliwijczyków najważniejszy dzień w całym roku – świętują oni swoją niepodległość. Uroczystość ta przejawia głęboki patriotyzm tych ludzi. Na każdym domu wisi narodowa flaga, każdy mieszkaniec jest odświętnie ubrany i bierze udział w defiladzie, która rozpoczyna się zaraz o poranku.

Również i my wraz z dziećmi z Ochronki szłyśmy w defiladzie. Dzieci trzymając bandery dzielnie maszerowały do przodu. Dwójka z nich niosła też flagę Polski, którą uszyła nam s.Liliana. Jakaż duma rozpierała mnie kiedy wśród morza flag boliwijskich, ja szłam także koło polskiej flagi! :)

Po defiladzie jest wielka fiesta, czyli czas świętowania. Zewsząd słychać muzykę i ludzi cieszących się wolnością! Viva Bolivia, viva Pasorapa!

Pozdrawiam,

Kasia

wyobraźnia!

Boliwia? współpraca z Siostrami? Pasorapa?
tak jak powiedziałam w ostatnim filmie nakręconym w Polsce z moim udziałem:
- jak wyobrażasz sobie pierwsze dni w Boliwii?

- że będzie bardzo bardzo bardzo nie tak jak sobie wyobrażam !
I MIAŁAM RACJE!!!!
Boliwia mnie zachwyciła, jest tutaj ciepło. Ludzie w Cochabambie byli do nas przyjaźnie nastawieni! Siostra Liliana zabrała nas na ogromny targ, po którym chodziłyśmy chyba z 4 godziny i nie przeszłyśmy nawet połowy. Ja bym się tam sama zgubiła! Przy okazji dużo opowiadała o ludziach i lokalnych zwyczajach. Siostra jest dla nas bardzo wyrozumiała! Gdyby tylko mogła to by nam nieba przychyliła!!! Tłumaczy nam wszystko powoli prostymi słowami a przy tym cały czas się do nas uśmiecha…
Pasorapa to małe miasteczko, w którym jest wszystko: Internet, telefon, sklepy oraz mały targ! Naprzeciwko naszego domu mieszkają siostry, obok ksiądz z rodziny Salezjańskiej, którego jeszcze nie poznałam ponieważ jest jeszcze na urlopie, ale wraca niebawem! Idąc dalej ulicą jest Kościół, jak Siostra Liliana powiedziała mały, ale jak na Pasorape wystarczy! Naprzeciwko Kościoła znajduje się  park centralny, co ja co ale nawet w dużych Polski miastach nie ma takich ładnych i zadbanych parków! Jest to miejsce spotkań miejscowych ludzi, wieczorami bawią się tam dzieciaki!
Rano chodzimy do ochronki! Maluszki są świetne! Siostra też dobrze prowadzi zajęcia! Dzisiaj dzieciaki po raz pierwszy bawiły się tunelami klanzy! Jak się im buzie śmiały. Radocha na Maksa!!!
po południu byłyśmy w internacie dla dziewczyn i uczyłyśmy angielskiego, przez kilka godzin. A potem, gra w piłkę nożną! Powiem, że miałam zadyszkę biegając z dziewczynami, ale szło mi nieźle i chyba nie wypadłam najgorzej!!
pozdro
Aleksandra :)

Partnerzy

Polska Pomoc
Obrazek
ObrazekOla Jagła
ObrazekKasia Zielonka
"Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP."

"Projekt jest współfinansowany w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w 2011 r."